Jan Sobieski pod Wiedniem - historia powstania obrazu Matejki z Muzeum Watykańskiego w Rzymie

Z całą pewnością płótno "Sobieski pod Wiedniem" autorstwa Jana Matejki nie jest najcenniejszym ani najwybitniejszym dziełem jakie prezentują Muzea Watykańskie. Mimo to płótno zostało należycie uhonorowane, a sala w której obraz jest wystawiany została nazwana Salą Sobieskiego.

Jan Matejko - Jan Sobieski pod Wiedniem - Muzeum Watykańskie

Historia obrazu

Prace nad "Janem Sobieskim pod Wiedniem" (płótno znane również pod nazwą "Zwycięstwo pod Wiedniem") artysta rozpoczął około 1879 roku. Rok wcześniej doszło do spięcia austriacko-tureckiego i zajęcia przez Austro-Węgry Bośni i Hercegowiny. Zbliżała się dwusetna rocznica bitwy pod Wiedniem i wszystko wskazywało na to, że władze zechcą wykorzystać ten fakt propagandowo przy okazji marginalizując rolę polskich wojsk.

Szczególnie haniebne artykuły drukowała wiedeńska gazeta "Neue Freie Presse", która ukazywała Sobieskiego jako pijaka i chama, a wojska polskie jako barbarzyńców. Obraz Matejki był więc przeciwdziałaniem takiemu fałszowaniu historii. W 1880 roku powstała pierwsza wersja dzieła, ale do prac nad jego ostateczną formą malarz przygotowywał się jeszcze przez dwa lata studiując dokładnie dawne portrety i opracowania historyczne. Udało mu się zdążyć na rocznicę i w 1883 roku płótno zostało wystawione w Wiedniu. Matejko z własnych funduszy opłacił salę i udostępnił ją zwiedzającym za darmo. Jak się okazało był to strzał w dziesiątkę.

Jan Matejko - Sobieski pod Wiedniem - obraz w Muzeum Watykańskim

Obecny na wystawie Marian Gorzkowski pisał:

"(...)nawet stróże kucharki, różne wiedeńskie przekupki, a nawet wieśniacy z okolic Wiednia zwiedzali obraz (...) Po trzy tysiące [zwiedzających] już znowu schodzi dziennie."

Obraz obejrzał nawet sam cesarz.


Rocznica bitwy zbiegła się z jubileuszem dwudziestopięciolecia pracy twórczej malarza. Podczas uroczystych obchodów w Krakowie artysta publicznie ofiarował obraz papieżowi. Zaznaczył jednak, że nie jest to dar osobisty, a podarunek całego narodu. Jak donosi krakowski "Czas" Matejko miał wtedy powiedzieć:

"Tam dokąd spod Wiednia bieżał goniec z listem królewskim i chorągwią proroka - tam ślemy obraz tę chwilę uprzytomniający. Tam z Watykanu, wymowniej niż skądinąd przypominać on będzie nieprzedawnione nigdy zasługi, prawa i boleści nasze. U stóp Namiestnika Chrystusowego obraz Sobieskiego kładąc, kładziemy tam zarazem nasze nadzieje, a z niemi niejako ślub niezachwianego przywiązania do Stolicy naszej świętej wiary (...) Chciejcie mnie zrozumieć: nie ja darowuję Ojcu świętemu, ja chcę, pragnę, proszę byście wy przyjęli [obraz] i oddali Ojcu Świętemu."

Życzenie artysty zostało spełnione i w grudniu tego roku dzieło wysłane zostało do Watykanu. Na decyzji malarza mógł zaciążyć fakt, że w Rzymie zagubiono zdobytą przez Sobieskiego chorągiew wielkiego wezyra (prawdopodobnie przyczyną było zamieszanie podczas zmiany dekoracji choć pojawiały się głosy, że sztandar został skradziony przez Turków).

Mimo niektórych głosów krytycznych z kraju (uważano, że obraz powinien pozostać w kraju, jest słaby pod względem technicznym lub został źle wyeksponowany) trzeba zaznaczyć, że w Watykanie doceniono dar Matejki. "Jan Sobieski pod Wiedniem" zawisł w dużej sali blisko słynnych Stanz Rafaela (kłamał więc Kornel Makuszyński, który pisał "(...) w Watykanie/ Matejko na najgorszej wisi ścianie"). Świadczy, o tym fakt, że jedno z malowideł w Galerii Kandelabrów poświęcono właśnie chwili ofiarowania obrazu.

Niestety nie spisali się mieszkający w Rzymie Polacy, którzy nie dopilnowali tego aby w ówczesnych przewodnikach znalazły się szczegółowe informacje o obrazie. Ksiądz Wincenty Smoczyński starając się naprawić ten błąd opisywał historię pielgrzymki, której przewodnik powiedział: "Panowie! Ten oto rycerz siedzący na koniu - tu wskazał na Sobieskiego - to rycerz japoński, który postanowił wymordować chrześcijan w swem państwie (...)".

Analiza i interpretacja obrazu 
"Jan Sobieski pod Wiedniem" różni się od płócien przedstawiających wiktorię wiedeńską już samym doborem sceny. Matejko zdecydował się nie pokazywać bitwy ani spotkania Jana III Sobieskiego z cesarzem. Namalował za to moment wysłania listu do papieża (król miał wtedy napisać: "Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył"). Taki wybór sceny nadaje obrazowi chrześcijańskiej wymowy - zwycięstwo jest darem Boga i świadectwem wyższości chrześcijaństwa nad islamem. Wtórują temu widoczne na płótnie symbole: nad polskim proporcem widoczna jest biała gołębica (Duch Święty), zaś krajobraz po bitwie otacza tęcza (symbol błogosławieństwa bożego).

Tymczasem nad znajdującym się w tle obozem tureckim unosi się stado czarnych wron. Jan III Sobieski dosiada konia wielkiego wezyra co oznacza ujarzmienie islamu. Znajdującego się nieco na prawo od centrum polskiego króla otaczają trzy grupy postaci. U dołu widzimy jeńców tureckich oraz dwa trupy: Turka i zgwałconej niemieckiej kobiety. Z prawej strony do króla zbliżają się austriaccy żołnierze z księciem Karolem Lotaryńskim na czele. Koń księcia pochyła łeb przed polskim królem jakby chciał uznać jego zwierzchność. Z prawej strony widzimy polskich żołnierzy i dowódców m. in. słynnego generała artylerii Marcina Kąckiego i hetmana polnego Mikołaja Hieronima Sieniawskiego. Obok króla możemy rozpoznać jego syna Jakuba Sobieskiego. Po przeciwnej stronie władcy widzimy siedzącego na osiołku bł. Marka z Aviano. List od króla do papieża i chorągiew proroka odbiera kanonik krakowski Mikołaj Denhoff.


Reklama


Zobacz nasze inne artykuły z Rzymu

Zobacz nasze inne artykuły z Włoch